niedziela, 29 września 2013

Rozdział 12







Ze szczęściem czasami bywa tak jak z okularami, szuka się ich, a one siedzą na nosie. 
















Kolejny zwykły dzień. Praca - dom- dom- praca. Żyjemy w pospiechu i czasem nie potrafimy zauważyć uczuć drugiej osoby wzgledem nas, nie widzimy, ze ranimy innych. A może nie chcemy widzieć?

Od mojego ostatniego spotkania z Kuba minęło już sporo czasu. Ciągle zapracowani, zabiegani, nie potrafimy znaleźć czasu aby się spotkać. Oboje wiemy jak dobrze czujemy się w swoim towaystwie, ale praca przysłoniła nam to co najważniejsze - przyjaźń. Tego dnia miałam wolne jak w każdą sobotę. Oglądałam razem z Kamilem kreskówki, gdyż to nasz taki mały rytułał, kiedy nasz spokój został zakłócony dzwonkiem. Chcąc nie chcąc poszłam otworzyć drzwi i od razu uśmiech pojawił mi się na twarzy. Od razu przytuliłam się do Jakuba mówiąc "tęskniłam". W odpowiedzi usłyszałam ciche "ja też! nawet nie wiesz jak bardzo". Po chwili do naszego uścisku dołączył Kamil, któremu moje otwieranie drzwi strasznie się dłużyło. Staliśmy taki kilka minut do czasu, kiedy Kuba oznajmił, że zabiera nas gdzieś, i nie mamy pytać gdzie, bo to niespodzianka i na pewno nie powie nam co to jest za miejsce. O protestach tez nie było mowy, więc poszłam ubrać siebie i Kamila i już po niecałej godzinie siedzieliśmy w samochodzie Kuby. Na miejscu byliśmy po około 40 minutach. Kiedy wysiedliśmy z samochodu Kamil zaczął skakać z radości.

- Skąd wiedziałeś, że lubię wesołe miasteczka?

- Kiedyś tam słyszałem, ale jak Ci się nie podoba to możemy wrócić?

- Nie, jak juz zmarnowałeś paliwo to musimy tu zostać, prawda Julka?

- No nie wiem...

- Zostaniemy?

- Oczywiście.

- To chodźmy - powiedział uradowany Kamil



Niby wesołe miasteczka są dla dzieci, ale wszyscy świetnie się bawiliśmy. Jeździliśmy na noajrozaitrzych karuzelach, graliśmy w różne gry. Ogólnie było bardzo miło. Kiedy staliśmy w kolejce do następnej karuzeli ktoś zaczął mnie dźgać w plecy. W końcu nie wytrzymałam, odwróciłam się i wyoaliłam

- Możesz przestać? To jest na prawdę irytujące! Znajdź sobie inny obiekt zabawy!

- Przepraszam bardzo, ale kiedy Cię wołałem nie słyszałaś. Musiałem w jakiś inny sposób zwrócić Twoja uwagę.

- Niby po co?

- Może po to, by porozmawiać ze swoja starą znajomą? Nie pamietasz mnie? Jestem Łukasz. Biegaliśmy razem po Brukseli!

- To ty! Ale się zmieniłeś! Nie poznałam Cię. Co tam u Ciebie? Czym się teraz zajmujesz?

- Jak wiesz wyjechałem i teraz gram w Lechu.

- Nie mogłeś zadzwonić przynajmniej?

- Ukradli mi telefon i straciłem wszystkie kontakty.

- Julka, nasza kolej. Idziesz?

- Z Wami zawsze.

Na kolejce było fajnie. Bałam się chyba bardziej od Kamila, ale kiedy Kuba otoczył mnie swoim ramieniem od razu poczułam się lepiej. Przy nim zawsze czułam się bezpiecznie. Kiedy mnie przytulał, wszystko inne było nie ważne... Wracając do kolejki Kamil wcale się nie bał, ale ja jak to ja zawsze muszę panikować, ale na to nic nie poradzę. Taka już jestem. Kiedy zeszlismy z kolejki poszłam jeszcze trochę porozwawiać z Łukaszem, zrobiłam sobie zdjecie na pamiątę, gdyż szybko się z nim chyba nie zobaczę, a później widząc niezadowolenie ze strony Kamila jak i Kuby zakonczyłam rozmowę. W sumie to dobrze zrobiłam, gdyż ten dzień miał być nasz - mój, Kuby i Kamila. Ciesze się, ze mały polubił Koseckiego, gdyż na poczatku kiedy przyjechaliśmy do Warszawy poznałam całkiem miłego chłopaka - Daniela, lecz Kamil od poczatku był do niego uprzedzony. Przez niego przestałam się z nim spotykać i dbrze zrobiłam,gdyż później jak się dowiedziałam, Daniel trafił do więzienia za przemyt narkotyków. Wydaje mi się, że Kamil od razu potrafi rozpoznać czy ktos ma dobre zamiary, czy nie.



Chodzilismy pośród różnych stoisk gdy nagle zauważyłam ślicznego misia. Przystanęłam na chwile aby na niego popatrzeć.

- Komu się tam przygladasz? - zapytał Kuba

- Nikomu, chodźmy dalej - odpowiedziałam

- Na pewno na tego duzego misia - wtrącił się Kamil - Ostatnio nawet chciała sobie takiego kupić.

- Wygram go dla Ciebie - powiedział po chwili namysłu Kuba

-Na prawdę nie trzeba. Chodźmy dalej.

- Kamil gdzie chcesz iść?

- Na dmuchany zamek!

- W takim razie idziemy

Po chwili byliśmy już przy zamku, mój braciszek poszedł skakać, Był taki radosny. Fajnie, że są momenty, które sprawiają mu rodość. Usiadłam na ławeczce, a Kuba oznajmił, że zostawia mnie na chwilę samą, lecz najpierw upewnił sie chyba siedem razy czy może to zrobić i choć za każdym razem otrzymał pozytywną odpowiedź odchodząc i tak nie był do końca przekonany czy dobrze robi. Jak juz mówiłam siedziałam na ławce rozkoszując się spokojem, o ile radosne krzyki dzieci mozna tak nazwać, ale ja to lubiłam. Patrzenie na rozweselone buzie dzieciaków to na prawdę cudowny widok! Czasem chciałabym być takim dzieckiem. My dorosli powinniśmy się wiele od nich nauczyć, a w szczególności otwartości i bezposredniości. Wtedy świat byłby o wiele prostrzy.

Wkrótce wrócił Kuba.

- Nad czym tak intensywnie myślisz?

- Nad niczym konkretnym. Tak po prostu o wszystkim

- Mozesz zamknąć oczy?

- Po co?

- Ufasz mi?

- No tak

- Więc jeśli ufasz to zamknij. - Zrobiłam to, o co prosił mnie Legionista, a kiedy je otworzyłam stał przede mną z misem. Tym samym z wystawy

- To dla Ciebie

- Dziękuję - powiedziałam dając mu buziaka w policzek. - Wiesz, że nie musiałeś?

- Ale chciałem. Dla Ciebie wszystko księżniczko.

- Możemy jechac już do domu? - zapytał Kamil, który wrócił z zamku - Jestem strasznie zmeczony tymi wszystkimi karuzelami

- Jeśli tak bardzo chcesz - rzekł Kuba i w trójkę trzymając się za ręce poszliśmy do samochodu. Zapięłam Kamila w fotelik, a on po chwili zasnął. Nie dziwię mu się. Ten dzień był pełen emocji. Jedna co mnie zaczęło zastanawiać, to skąd Kuba ma ten fotelik, ale wolałam się nie pytać, gdyż to mogłoby być niegrzeczne z mojej strony. Włączyłam po cichutku radio. Akurat leciało 22 od Taylor Swift. Oczywiscie musiałam zacząć spiewać refren, poniewaz zazwyczaj tylko tyle umiałam z piosenek, ale już po chwili ucichłam

- Dlaczego przestałaś?

- Kamil śpi, a poza tym chcę oszczędzić Twoje uszy.

- Ale Ty bardzo ładnie śpiewasz

- Śpiewaj sam jeśli chcesz

- Ok

I w ten oto sposób zaczęliśmy:



I don’t know about you

(I don't know about you)

But I’m feeling twenty-two

Everything will be alright

(Uuuuuuh)

If you keep me next to you

You don’t know about me 

(You don’t know about me)

But I’ll bet you want to

Everything will be alright if 

We just keep dancing like we’re... twenty-two





- W sumie to tworzymy nawet zgrany duet - powiedziałam

- W czym? Bo na pewno nie w śpiewaniu. Zagłuszam Twój talent

- Ale Ty głupi jesteś

- Przynajmniej się mozesz pochwalić, ze znasz takiego głupka

- A czym się tutaj chwalić? - rzekłam pokazując mu język, a on się już do mnie nie odezwał. Po 10 minutach nie wytrzymałam

- Ale Ty nie jesteś na mnie zły, prawda? - zapytałam - Wiesz, że to tylko dla zartów? - dalej cisza - Kuba, nie gniewaj się na mnie. Wcale nie jestes głupi, Jesteś strasznie fajny. Nie gniewaj się na mnie. Wiesz jak tego nie lubię.

- Wcale nie jestem zły, ale lubie kiedy udajesz winną.

W odpowiedzi na to zrobiłam tylko facepalma, a kierowca samochodu się zaśmiał. Oparłam głowe o szybę i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

- Julka, juz jesteśmy - rzeciagnęłam sie i rozejrzałam dookoła. To nie było miejsce, gdzie stał mój blok.

- Gdzie jesteśmy?

- U mnie.

- Ale po co nas tutaj przywiozłeś?

- Dzisiaj zostaniecie u mnie. Tyle razy już u Ciebie spałem, a teraz chcę się odwdzięczyć. - otworzyłam usta, aby coś powiedziec, zaprotestowac, lecz on dalej mówił - Jutro jest nedziela, nie idziesz do pracy, Kamil do przedszkola, więc jak?

- Chyba nie mam innego wyjścia - rzekłam wyciagając Kamila z auta. On nadal spał. Połozyłam go na łóżku Kuby, a on dopiero wtedy się obudził

- Gdzie jesteśmy?

- U Kuby

- Aha. Zrobisz mi jakąś kanapkę?

- Jasne, chodź do kuchnii. Kuba! masz może jakieś masło, chleb i może nutellę?

- Może się znajdzie

- Powiesz mi gdzie to jest?

- Nie, bo Ty nie bedziesz nic robiła. Ja zrobię



Wolałam się nie sprzeczać, aby nie zepsuć takiego fajnego dnia.Po zjedzonym posiłku postanowiliśmy iść spać. Ustaliliśmy, ze połozymy się we trójkę na dużym łóżku w pokoju Kuby.



- Ja chcę spać z boku!

- Jesteś za mały. Spadniesz i sie połamiesz

- Wcale nie jestem! Prawda Kuba?

- Za mały to niestety jesteś, ale mam inny sposób, abyś spał tam gdzie chcesz - powiedział i przysunłą do łóżka dwa forele, tak, aby tworzyły barierę.

- Teraz mogę? - zapytał Kamil

- Możesz - powiedziałam z uśmiechem - Ej, a w co ja sie ubiorę? Nie mam zadnych rzeczy do spania. Znaczy dla Kamila mam w torbie, bo zawsze biorę mu coś na rzebranie, ale dla mnie...

- Mam w domu szafę. Coś na pewno znajdziesz.

- Musze wstawać? Nie mozesz mi przynieść?

- Masz - powiedział dajac mi koszulke i jakieś spodenki. Od razu poszłam sie wykąpać. Wróciłam moze po ok 20 min i połozyłam się pomiedzy moich chłopaków, powiedzieliśmy sobie "dobranoc" i zasnęliśmy. Znaczy oni zasnęli. Ja nie mogłam, a raczej nie chciałam, alby ten dzień się kończył.

- Kuba, spisz? - wyszeptałam

- Nie

- Mogę Ci zadać pytanie?

- Właśnie to zrobiłaś

- Ej no..

- Mów

- Ale nie bedziesz zły?

- Nie

- Mogę się do Ciebie przytulić?

- O takie rzeczy się nie pyta tylko od razu robi

- Ale ja chciałam tak na dłuzej

- To już nie chcesz dzielić łóżka na części?

- Ni nie, ale jak nie to...

- A czy ja Ci zabraniam? Przytulaj sie jak długo chcesz - odpowiedział, a ja wtuliłam się w jego ciepłe ciało. Połozyłam głowę na jego torsie i wsłuchałam się w bicie jego serca. Sama nie wiem kiedy zasnęłam



~***~









Obudziłem się cos przed 9.00. Jula nadal spała przytulona do mnie. Kamil tez spał, a na jego twarzy malował się uśmiech. Obstawiam, ze to z powodu tego, iż mógł spać na skraju łózka. Widać fotele zdały test, gdyż Kamil nie spadł. Czasem to i mnie zdarzy się jakis dobry pomysł.

Popatrzyłem na moja dziew... znaczy przyjaciółkę. Tak, chciałbym, zeby była moja, ale nie mogę jej tego powiedzieć. Pocałowałem ją w czoło i udałem się do kuchnii. Tam chciałem się do czegoś przydać, lecz anim zabrałem się do czegokolwiek Julka juz stała przy mnie. Ona jest taka cudowna i za bardzo mnie pociąga. Kiedyś nie wytrzymam i prędzej czy później ją pocałuję. W sumie to w nocy zacząłem się zastanawiać czy można być zazdrosnym o kogoś, kogo się nie ma. Bo wiecie, wczorj kiedy zobaczyłem ją z Łukaszem poczułam takie dziwne uczucie w środku. Chyba jestem zazdrosny, ale co na to poradzę? Ona jest taka cudowna. Ech.. nigdy nie lubiłem Łukasza, a teraz on moze mi jeszcze odebrać Julkę.



- Jak się spało? - zapytałem

- Całkiem wygodnie. A Tobie?

- To był zaszczyt, ze mogłem gościć na swoim łóżku tak wspaniałą osobę

- Fajnie, że tak mówisz o Kamilu, ale ja to co?

- Przecież wiesz, że móiwłem o Tobie głupolu - powiedziałem i przytuliłem ją. Miałem ochotę jej nie wypuszczać, ale tak nie można. Niestety.

- Co chcesz robić? I w ogóle o której masz trening?

- 10:30 Miałem zamiar zrobić śniadanie, ale ktoś mi przeszkodził.

- Jak mi przykro

- Co chcesz do jedzenia?

- Nie jestem głodna, ale za to zobaczyłabym jakis film, choć w sumie masz jeszcze 40 minut, więc powinnam obudzic Kamila i się zbierać.

- Po pierwsze do nie musisz nigdzie iść. Po drugie ani mi się waż budzic Kamila, a po trzecie, to chetnie zobaczę z Tobą ten film

- Czemu jestes dla mnie taki dobry?

- Bo cię lubie - powiedziałem i poszlismy golądać ten film. W sumie nie wiem co to było. Nie za bardzo mnie interesował, ale Julce się pdobał, więc oglądałem. W sumie mi to pasowało. Mogłem się do niej przytulać i to wcale nie podpadało.

- Czemu nie mówisz, zę już tyle godzin! Spóźnisz się. Nie zdążę obudzić Kamila

- Nie budź go. Niech sobie pospi. Dam Ci zapasowe klucze i kiedy wstanie pójdziesz. Nie to, zebym Cie wyganiał! Możesz zostać ile chcesz.

- Dziękuję - powiedziała i pocłowała mnie w polizek. Ostatnio czesto tak robimy. Całkiem przyjemnie uczucie.

- W takim razie ja się zbieram. Najchętniej zostalbym tu z Wami, ale wiesz trening ważna sprawa

- Nie musisz się tłumaczyć - odpowiedziała, a ja poszedłem po wszystkie rzeczy. Po paru minutach bylem gotowy. Wręczyłem Julce klucze i udałem się na Łazienkowską 3, a tam juz czekała na mnie niespodzianka. I to nie ta z tych miłych. N testy do Legii przyszedł nie kto inny jak Łukasz!



- A ten co tutaj robi? - zapytałem Furmana

- Przyjechał na testy, ale chyba zbyt słaby jest

- Tyle szcęścia

- A co ty tak złowrogo nastawiony do niego jesteś?

- Bo go nie lubię

- Czemu?

- Bo się podwala do Julki

- Nasz Kubuś jest zazdrosny

- Zazdrosny o kogo? - wtrącił się Bereś

- Pewnie o Julię - wtrącił się Rzeźniczak. Super, teraz wszyscy bedą o tym gadać. Nie maja innych tematów?

- Dlaczego jej nie powiesz, ze chcesz z nią być?

- Bo mogę ją stracić?

- Czyli wolisz męczyć sie będąc jej przyjacielem i złowrogo spoglądać na każdego faceta, który obok niej stoi?

- Chyba tak

- Kuba jesteście dorośli. Porozmawiaj z nią!

- Właśnie, posłuchaj kolegów z boiska

- Chyba macie rację

- Więc co robisz kiedy wrócisz do domu?

- Idę do Julii

- I co potem?

- Mówię jej wszystko

- I to sie rozumie

- Jasne... - odpowiedziałem i poszedłem trenować. Żeby to wszystko było takie łatwe, ale chłopaki mają rację. Muszę jej wszystko powiedzieć.



~***~

Hej! Mam dla Was kolejny rozdział!
Kolejny chyba za tydzień, ale nie obiecuję, bo jest strasznie dużo nauki -.- Ci nauczyciele za dużo od nas chcą -.-


CZYTASZ = KOMENTUJESZ!

Buziaki ;**
Anonimka/ J

niedziela, 22 września 2013

Rozdział 11





"Prawdziwe szczęście nie polega na posiadaniu nieskończonej liczby przyjaciół, lecz na odpowiednim ich wyborze" 








Olki nadal nie ma... Razem z Tomkiem postanowili, że zostaną na jakiś czas w Hiszpanii. Szkoda… Już teraz strasznie mi jej brakuje. Czuje się tak, jakby brakowało jakiegoś ważnego elementu w moim życiu. Cóż, muszę to uszanować. To jej życie, jej decyzja.
- Witam piękna panią! – odezwał się dobrze znany mi brunet
- Witam szanownego pana! W czym mogę pomóc? – zapytałam radośnie
- Mam sprawę. Właściwie to… Zapraszam Ciebie i Kamila na nasz mecz. Słyszałem, ze troszeczkę lubisz piłkę nożną i pomyślałem, ze się ucieszycie.
- Jasne, że się ucieszymy
- To jak przyjdziecie?
- No jasne głuptasie!  Tylko…
- Jaki jest warunek?
- Macie to wygrać! – powiedziałam, a na twarzy Kuby pojawił się uśmiech
- Ma się rozumieć. Co ty myślałaś, że zaproszę Cię na mecz po to, alby oglądała nasza porażkę?
- A co jeśli przegracie?
- To Ci wtedy to jakoś wynagrodzę
- Czyli jednak możecie przegrać?
- Mówię Ci, że wygramy! ZobaczyszJ
- Trzymam Cie za słowo. A teraz wybacz, jestem w pracy, musze iść do klientów.
- A ja to co? – zapytał z lekkim oburzeniem
- Nic nie kupujesz
- Ale mogę kupić
- W takim razie już wołam Matrę
- Julia no…
- Kuba no… - zaczęłam go przedrzeźniać
- Mam rozumieć że mam sobie pójść?
- Nie, Marta się Tobą zajmie  - odpowiedziałam z uśmiechem
 - Jasne… to widzimy się na meczu, tak?
- Oczywiście, Pa!
- Przyjdź szybciej to będziemy mogli pogadać!
- Ok, dzięki! Do zobaczenia jutro! – powiedziałam i wróciłam do swojej pracy. Trochę zdziwiła mnie jego wizyta, ale w głębi duszy cieszyłam się! Fanie, że Kuba zapamiętał gdzie pracuję. Był tutaj tylko jeden raz, więc miał prawo nie pamiętać. Niby taki szczegół, a  jak potrafił mnie ucieszyć.

~***~

Dziś dzień meczu. Kamil jeszcze o niczym nie wie. Postanowiłam zrobić mu niespodziankę. Mały pewnie się ucieszy gdy się dowie. Bardzo lubi patrzeć na mecze, lubi biegać za piłką, a ja jestem szczęśliwa, kiedy on się cieszy.
Było południe, a  ja zdałam sobie sprawę, że nie mam w co się ubrać na mecz. Kuba załatwił nam bilety w strefie VIP,  więc wypadałoby jakoś wyglądać. Wzięłam Kamila i poszliśmy do sklepu kibica i kupiliśmy… znaczy ja kupiłam koszulki. Wybraliśmy te bez nazwisk, aby za bardzo się nie wyróżniać i wróciliśmy do domu.  Kamil ciągle dopytywał się po co nam to, a ja odpowiadałam,  że ‘wszystkiego dowie się w swoim czasie”, aczkolwiek myślę, że czegoś się już domyślał, gdyż to bardzo mądry i rezolutny chłopak.


~***~

Dochodziła 17.30. Postanowiłam, że razem z Kamilem już pójdziemy, aby tak jak mówił Kuba móc jeszcze trochę porozmawiać. Około 18.15 przed stadionem czekał na nas nasz znajomy Legionista, jakby wiedział, ze nie za bardzo będę wiedziała gdzie iść. Kamil kiedy to wszystko zobaczył nie posiadał się z radości. Fakt, że znowu był na stadionie był najszczęśliwszą rzeczą na świecie. Kuba zaprowadził nas do szatni, gdzie siedzieli wszyscy piłkarze. Niby tam wszystkich znałam, ale jakoś nie za dobrze się czułam w ich towarzystwie. Może to dlatego, że jestem nieco nieśmiała?
- Nie bój się, nic Ci nie zrobią – szepnął mi do ucha
- Patrzcie jaki zakochańce- powiedział Sagan na co Kuba rzucił mu spojrzenie w stylu „Are you kidding me?” Ja po cichutku wymamrotałam zwykłe „cześć” i miałam ochotę pójść już na trybuny. Za to Kamil był wniebowzięty. Rozmawiał ze wszystkimi i zbierał autografy na swojej koszulce.
- Chcesz stąd iść, prawda? – zapytał Kuba
- Nie, fajnie tu – skłamałam. Nie chciałam mu robić przykrości
- Przecież widzę jak się meczysz. Chodź – powiedział i pociągnął mnie za rękę.
- Gdzie idziemy? – zapytałam
- A gdzie byś chciała?
- Nie wiem. to nie ja tu spędzam większość swojego życia. Swoją drogą to zawsze tu tak dużo ludzi?
- Tak – powiedział i pociągnął mnie za rękę do jakiegoś pomieszczenia.
-Tu jest mało osób – powiedział i zamknął drzwi – w zasadzie nikt tu nigdy nie przychodzi – dodał. Trudno się dziwić skoro to schowek na miotły – Jeśli Ci nie odpowiada pójdziemy w jakieś inne miejsce.
- Nie, tu jest ok – powiedziałam i uśmiechnęłam się. Podświadomie chciałam zostać z nim sama.
- Wymyśliłeś co zrobisz w razie przegranej?
- Nie, ponieważ mam zamiar wygrać – rzekł pewny siebie
- A co jeśli nie?
- Wtedy napiszę, ze jestem najgorszym piłkarzem świata i zakończę swoja karierę. Pasuje?
- Czyli jednak myślałeś nad tym, oszuście! – rzekłam i zaczęłam go łaskotać. On oczywiście nie był mi dłużny. Z racji tego, iż Kuba jest silniejszy to on łaskotał mnie, a ja próbowałam się bronić. Nagle potknęłam się (trudno się dziwić, małe pomieszczenie), wywracając przy okazji mojego przyjaciela. Oboje znaleźliśmy się na podłodze. Tzn. Kuba był na podłodze, a ja wylądowałam na nim. Popatrzyłam w jego oczy. Było w nich coś czego nie potrafiłam wyrazić słowami. Były takie same jak wtedy, na imprezie reprezentacji. Leżeliśmy tak patrząc na siebie, kiedy do schowka ktoś wszedł
- No tu jesteś! – odezwał się Rzeźniczak – Wszędzie Cie szukam. Ups… widzę, że ja nie w porę. – rzekł a my odsunęliśmy się od siebie – Sory, ze przeszkadzam, ale Urban prosił, aby przyjść na odprawę
- W niczym nam nie przeszkadzasz – odpowiedzieliśmy, a później razem z nim udaliśmy się do szatni. Stamtąd zabrałam Kamila i poszliśmy na wyznaczone miejsca na trybunie i zaczęliśmy oglądać rozgrzewających się piłkarzy. Po chwili na stadionie zjawiła się Monika.
- Chodzisz z Kuba? – zapytała
- Może najpierw jakieś cześć, miło Cie widzieć?
- Hej, fajnie że przyszłaś. Chodzisz z Kubą?
- Nie, wiedziałabyś przecież gdyby tak było. A w ogóle to skąd takie przypuszczenia?
- Rzeźnik opowiada wszystkim co zobaczył w schowku.
- O matko… A co na to Kuba?
- Nic. I to jest dziwne.
Zależy Ci na nim  - dodała po chwili
- Co? Nie… - odpowiedziałam
- Ja stwierdzałam fakty, a nie pytałam. Przyznaj się, kochasz go.
- No i co z tego? On może mieć każdą, więc dlaczego miałabym to być ja?
- Bo zależy ci na nim jako Jakubie Koseckim – zwykłym chłopaku, a nie Kubie Koseckim – piłkarzu Legii Warszawa. Przy Oli taki nie był. Ona leciała na jego kasę, a on ja na swój sposób kochał
- Wiem, zdradzała go – powiedziałam. – Mecz się zaczyna – rzekłam i w trójkę zaczęliśmy oglądać mecz. Niby byłym y z strefie VIP, ale zachowywałyśmy się jak normalni ludzie. Mecz zakończył się wynikiem 3:0 dla Legionistów. Od razu poszliśmy do tunelu, a ja rzuciłam się na Kubę w geście pogratulowania meczu.
- Jednak wygraliście
- A nie mówiłem? Nie cieszysz się?
- No jakoś chyba nie… - powiedziałam, a Kuba zrobił smutną minkę
- Głupku, przecież wiesz, że się cieszę! – wypaliłam i pocałowałam go w policzek
- W takim razie idziesz z nami świętować zwycięstwo!
- Bardzo chętnie, ale ja mam Kamila, a poza tym pracę.
- Nie da się z tym czegoś zrobić?
- No niestety nie. Odbijemy to sobie innym razem, ok?

- Trzymam Cię za słowo – powiedział, a ja razem z Kamilem poszłam do domu. Ten dzień mogę w 100% zaliczyć do udanych!


~***~
Hej! Przedstawiam Wam kolejny rozdział mojego bloga. Mam nadzieję, że Wam się spodoba!
Postanowiłam, że z braku czasu rozdziały będą pojawiać się raz w tygodniu w weekend. 
Dziękuję za poprzednie komentarze! To na prawdę pomaga! 

Buziaki ;**
Anonimka/J

Popłakałam się :'(

niedziela, 15 września 2013

Rozdział 10




"Te­raz wiem, że je­dyną drogą, która


będzie mnie wieść to dro­ga do szczęścia.


Mam świado­mość te­go, że nie będzie ona prosta,
lecz przy od­ro­binie Two­jej pomocy,
Mój Przy­jacielu, dam so­bie radę
i każda przeszko­da będzie błahostką. "






        



         Obudziłam się wtulona w nagi tors mojego przyjaciela. On już nie spał. „No pięknie” – pomyślałam- „wczoraj mówiłam o nie przekraczaniu linii, a dzisiaj sama się do niego tulę. Nie powiem,  że nie jest to przyjemne uczucie, ale sama złamałam własne postanowienie”
- Cześć księżniczko.  Czy ktoś tu przypadkiem nie mówił o jakieś linii?
- No… ale to moje łóżko i ja mogę – odpowiedziałam lekko zawstydzona – Ale jeśli Ci to przeszkadza to
- Czy ja powiedziałem,  że mi to nie pasuje?
- No nie.
- Wiec jeśli Ci wygodnie to leż.  Przynajmniej tak odwdzięczę Ci się za to, ze mnie przenocowałaś.
„nie ma sprawy. Jak dla mnie to mogę się wcale nie ruszać z łóżka”
- To o której idziemy? – zapytałam po chwili
- Kiedy będziesz gotowa.
- A co jeśli przez to, że pójdę na policję on zrobi cos Kamilowi?
- Właśnie dlatego powinnaś tam pójść. Jeśli tego nie zrobisz on ciągle będzie myślał, że może wam bezkarnie zagrażać. Musisz pokazać, ze jesteś silna. Jeśli coś by Se Wam stało nie wybaczyłbym sobie tego.
- Dziękuję Ci za te słowa – powiedziałam. On zawsze potrafił mnie wesprzeć. Odkąd Olka wyjechała, Kuba jest moim jedynym wsparciem – W takim razie będę się zbierać. Chcę to mieć jak najszybciej za sobą – dodałam po chwili ciszy
- Zuch dziewczyna
- Tylko gdyby wujkowie coś się pytali nie mów im. Powiem sama kiedy będę gotowa.
- Oczywiście – odpowiedział, a ja poszłam zadzwonić


- Cześć wujku
- Cześć Jula. Już się za nami stęskniłaś?
- Tak… strasznie dawno Was nie widziałam. Wujku, mogę mieć do Was prośbę?
- Oczywiście, a o co chodzi?
- Moglibyście się jeszcze trochę zająć Kamilem?
- Jasne, a stało się coś?
- Nie, musze cos załatwić, a nie chciałabym z Kamilem chodzić po urzędach - skłamałam
- OK. Nie ma sprawy.
- Dziękuję – powiedziałam i rozłączyłam się a następnie poszłam się ubrać.



- Kuba, ja nie chcę tam wchodzić  - rzekłam kiedy staliśmy przed drzwiami komisariatu. Wciąż miałam wątpliwości. Nie wiedziałam czy dobrze robię.
- Nie bój się. Wszystko będzie dobrze – uspokajał mnie – Chodź – rzekł i chwycił mnie za rękę, a ja jeszcze bardziej pogłębiłam uścisk. Bałam się tam wejść, ale obecność mojego przyjaciela dodawała mi otuchy.
- Nie zostawisz mnie tutaj samą? – zapytałam
- Nigdy Cie nie zostawię samej. Pamiętaj, zawsze możesz na mnie liczyć.

Weszliśmy na komisariat. Początkowo nie pozwolono mi zeznawać w obecności Kuby, ale na szczęcie udało nam się razem wejść. Musiałam opowiedzieć wszystko policjantom. To było okropne. Znowu musiałam przypominać sobie wszystkie straszne rzeczy jakie ten człowiek mi wyrządził. Mówiłam, a łzy spływały mi po policzkach. Na szczęście Kuba był przy mnie. Przez cały ten czas trzymał mnie za rękę. Bez niego nie dałabym rady. Kiedy skończyłam, usłyszałam słowa, które zmieniły ten dzień.
- Pani ojciec został wczoraj aresztowany za pobicie. Zostanie mu wytoczona sprawa karna. Jednocześnie odwołanie w procesie o odzyskanie praw rodzicielskich jest oddalone. Teraz pani została prawnym opiekunem Kamila.
- dziękuję bardzo – wydukałam
- To wszystko. Do widzenia
- Do widzenia. Dziękuję panu jeszcze raz


- Widzisz, mówiłem, że wszystko będzie dobrze?
- Mówiłeś. Dziękuję. Bez Ciebie nie dałabym rady.
- Od tego jestem, nie?
- Mógłbyś mnie zawieźć do wujka?
- Jasne – powiedział i wsiedliśmy do samochodu

Gdy  byliśmy już na miejscu pożegnałam się z Kubą, jeszcze raz podziękowałam za wszystko co dla mnie robi i ruszyłam w stronę mieszkania wujków. Dopiero teraz zauważyłam, że mieszkanie jest bardzo ładnie urządzone.  No to czeka mnie poważna rozmowa. Nie mogę przecież ciągle ukrywać tego co się wydarzyło. Oni muszą się dowiedzieć. Nie będą zadowoleni z tego, ze tak późno się dowiadują, ale przeżyją. Chciałam im powiedzieć, ale najpierw mój kochany wujek stwierdził,  że musze zjeść obiad, bo pewnie nic nie jadłam. W sumie miał rację. Przez to wszystko odechciało mi się rano jeść. Usiedliśmy wszyscy przy stole, a kiedy skończyliśmy jeść wiedziałam, że to ten moment.
- Muszę Wam o czymś powiedzieć
- Julka co jest?
- Bo... Wy musicie mnie wysłuchać do końca i nie przerywać. Dobrze?
- Dobrze, ale mów co się stało!
- Zaraz – popatrzyłam na Kamila, a oni od razu zorientowali się o co chodzi.
- Kamil nie chciałbyś popatrzeć na bajki?
- Tak! – wykrzyknął mały radośnie
- A teraz mów, bo zaczynamy się o Ciebie bać.
- Niepotrzebni – odpowiedziałam
- Zobaczymy  - usłyszałam ciche mamrotanie ze strony wujków.
- Był u mnie ojciec.
- Co?! I dopiero teraz nam o tym mówisz?
- On mógł Wam coś zrobić! – domyślałam się, że tak będzie…
- Wszystko Wam wyjaśnię.
- Ale co tuta jest do wyjaśniania?
-  No właśnie jest. On był u mnie i powiedział mi, że zabierze mi Kamila, a ja nie mogłam na to pozwolić. Nie wiedziałam co zrobić. Wy mieliście imprezę, a  ja nie chciałam jej Wam psuć i zadzwoniłam do Kuby. Tak tego Kuby – powiedziałam widząc ich uśmieszki. – On bardzo mi pomógł i właśnie dzisiaj kiedy byłam „coś załatwić” byłam na policji. Tam dowiedziałam się, że on jest aresztowany, a jego apelacja o odzyskanie praw do Kamila oddalona. Teraz Kamil zostaje ze mną i ni już nam nie grozi – powiedziałam i głośno wypuściłam powietrze. Wujkowie tylko popatrzyli na siebie i powiedzieli
- Najważniejsze,  że nic Wam się nie stało.
- Ale następnym razem, kiedy coś się będzie dziać masz nam mówić. Nie ważne, która godzina, jasne?
- Oczywiście

Rozmawialiśmy jeszcze trochę, a później razem z Kamilem wróciłam do domu. Zdałam sobie sprawę, ze bardzo mało czasu spędzam z Kamilem. Postanowiłam, że muszę to nadrobić.

Nazajutrz wujkowie musieli wyjechać. Pożegnaliśmy się z nimi, a potem wróciliśmy do naszego zwykłego życia.


~***~
A więc wróciłam! 
Ten rozdział dedykuję tym kilku wytrwałym osoba, które każdego dnia sprawdzały, czy czegoś nie dodałam! Dziękuje Wam ;**

Jeśli ktoś jeszcze będzie czytał prosiłabym o komentarz. Chciałabym wiedzieć, czy jest jeszcze dla kogo pisać.



Legia Warszawa - Dzieci ;**

Buziaki ;**



wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 9








Julia poszła się przebrać. postanowiłem poczekać na nią pod drzwiami, lecz po chwili usłyszałem jej wołanie
- Kuba, możesz tu przyjść?
- Stało się coś?
- Tak! - odpowiedziała poważnie. Kiedy wszedłem do pokoju oznajmiła z poważną miną;
- Który sweter mam założyć?
- Musisz mnie straszyć? Już myślałem, że to coś poważnego.
- To jest poważna sprawa! Muszę ładnie wyglądać, żeby Twoi koledzy mnie nie wyśmiali.
- Nie ważne co założysz. Zawsze jesteś piękna - powiedziałem, a ona się zarumieniła - I do twarzy Ci z rumieńcami.
- Ja tak nie uważam. To pomożesz mi czy nie?
- Załóż ten beżowy, czy jak tam się nazywa ten kolor.
- Na pewno?
- Na pewno - odpowiedziałem.
- No to jestem gotowa. Możemy iść.

Na stadionie byliśmy po niecałych 30 minutach
- To jesteśmy - powiedziałem
- Jesteś pewien, że to dobry pomysł?
- Tak jestem
- A co jeśli...
- Julka posłuchaj mnie jesteś śliczna, mądra i wspaniała. Jeśli ktokolwiek Cię obrazi obiecuję, ze mu przywalę - powiedziałem, a na jej twarzy pojawił się uśmiech
- Co Tobie tak na tym zależy?
- Bo nie chcę, żebyś siedziała sama w domu.
- Jesteś kochany, wiesz? - powiedziała i dała mi buziaka w policzek - I Tobie też do twarzy w rumieńcach.
po chwili siedzenia w samochodzie Julia powiedziała
- To co, idziemy? Czy masz zamiar tutaj trenować?
- Z Tobą wszędzie księżniczko.
- Głupek - mówiąc to uderzyła mnie w ramię.
- Ale Twój - odpowiedziałem po czym skierowaliśmy swoje czcigodne cztery litery na stadion.
- Tylko wiesz - zacząłem niepewnie. - Oni mogą trochę głupio gadać
- Dam radę. A jak nie, to mnie obronisz, prawda?
- Zawsze i wszędzie.
- Mój bohater
- W takim razie Ty będziesz od dzisiaj moją księżniczką
- Ale to Ty nie możesz być bohaterem. Zmieniam zdanie, Będziesz moim rycerzem. To lepiej pasuje.
- Oczywiście. Jak zawsze masz rację.
- Kuba, a trener nie będzie miał nic przeciwko? Bo jemu chyba nie przywalisz.
- Jak mu się nie spodoba to wyjdę z treningu, ale takiej opcji nie będzie, ponieważ pan Urban to bardzo fajny facet i cię nie wyrzuci.

- Plan jest taki - powiedziałem kiedy weszliśmy już na boisko. - Zostawię Cię tutaj na chwileczkę i pójdę się przebrać, potem Cię wszystkim przedstawię, a jak będziemy trenować będziesz mnie dopingować. Chyba że chcesz ćwiczyć z nami to wtedy...
- Wiesz ja chyba sobie popatrzę.
- Szkoda, całkiem dobrze grasz
- Jasne... Pożądnie do piłki nie potrafię trafić.
- Jesteś całkiem dobra. Poćwiczysz trochę i będziesz drugim Messim. Mogę to przysiąc z ręką na sercu
- To lepiej nie przysięgaj, bo Ci serce wysiądzie - powiedziała i zaczęliśmy się śmiać


~***~


Kuba poszedł się przebrać, a ja zostałam sama.Porozglądałam się trochę po stadionie i postanowiłam usiąść na trybunach, ale zanim się odwróciłam on stał już za mną.
- A ty mi gdzie uciekasz? - zapytał
- Nigdzie. Wiesz, nie bez powodu mówią, ze jesteś jednym z najszybszych w ekstraklasie. - powiedziałam, ale on nie zdążył odpowiedzieć, gdyż z szatni wyszli wszyscy (tak mi się wydaje) piłkarze Legii.
- To my już wiemy dlaczego ty się tak spieszyłeś z tej szatni - rzekł Rzeźniczak
 - Poznajcie Julię - powiedział ignorując komentarz jego kolegi, a ja się ze wszystkimi przywitałam.
- Więc to ta Julia,  o której tyle mówisz - powiedział Daniel za co dostał od Dominika w bark
- Nie ładnie tak bić kolegę.
- Zasłużył - powiedział Dominik -Za dużo mówi
- Tak w ogóle to chciałabym się dowiedzieć co ty tu o mnie wygadujesz. Daniel, może zechciałbyś mi powiedzieć?
- No wiesz, on mówi, że - w tym momencie spojrzał na Kubę - jesteś bardzo fajną przyjaciółką.- Nie wiem dlaczego, ale jakoś mu nie uwierzyłam. Nie wiem. Nie będę w to wnikać.
- No i widzicie jakiego mam wspaniałego przyjaciela? - zapytałam
- Jasne widzimy jaki z niego "przyjaciel"
- Julia, a co ci się stało w kolano - zapytał Michał
- No wiesz oni ten tego, mieli za małe łóżko i spadli - powiedział Rzeźnik
- Wiesz co, ty to się już lepiej nie odzywaj - powiedział Dominik
Porozmawiałabym jeszcze trochę z nimi, ale na murawę wszedł pan Urban.
- Co wam tak wesoło? - zapytał - Widzę, że mamy gościa.
- Dzień dobry. Nazywam się Julia Mielny. Jeśli przeszkadzam, to...
- Wcale pani nie przeszkadza. Na początek 10 kółek,a panią zapraszam ze mną na ławkę.
- Proszę mi mówić po imieniu. Chyba nie jestem jeszcze taka stara.
- W żadnym wypadku. Może masz jakieś uwagi odnośnie gry Legii?
- Ja się chyba na tym nie znam
- Wydaje mi się, że jednak znasz.
- Jedyne czego jestem pewna w stu procentach, to tego, że oni zachowują się jak dzieci w przedszkolu - powiedziałam i wskazałam na chłopaków ganiających po boisku.
- Oni tak zawsze, już się do tego przyzwyczaiłem. Przepraszam, to wazne. Musze odebrać - powiedział słysząc dzwonek swojego telefonu. Po 10 minutach rozmowy rzekł
- Muszę pilnie wyjść. Nie chciłabyś poprowadzić treningu przez godzinę? Ewentualnie dwie.
- Ale ja nie umiem
- Umiesz, tylko o tym nie wiesz. To co?
- No dobrze - powiedziałam, a on wyszedł - Chłopaki pozwólcie tutaj! - zawołałam najgłośniej jak umiałam
- Co jest? - zapytał jeden z nich
- Pan Urban musiał pilnie wyjść
- Trening odwołany?
- Nie, ja go poprowadzę - odpowiedziałam niepewne
- Fajnie. Jeszcze nigdy nie trenowała nas dziewczyna. - powiedział Kuciak
- Myślisz, że jak jestem dziewczyną to nie potrafię?
- Wcale tak nie powiedziałem
- Ale pomyślałeś. Z resztą nie ważne. Więc dzielicie się na trzy grupy. Napastnicy razem z bramkarzami pójdą trenować strzały, a reszta niech podzieli się na pół i zagrajcie w dziadka. Ok?
- Tak jest - odpowiedzieli i o dziwo mnie posłuchali. Reszta treningu minęła w miare spokojnie. Postanowiłam ich nie męczyć i pozwolić rozegrać mecz pomiędzy sobą. Mnie też do tego namówili, ale ze wzgledu na moje kolano po 10 minutach dałam sobie spokój. I tak minął cały trening. Pan Urban wrócił i zakończył go kilkoma ważnymi informacjami.


~***~


- Może zechciałbyś wejść do mnie? - zapytałam kiedy przyjechaliśmy pod mój blok.
- Nie chciałbym robić kłopotu
- Ale to żaden kłopot. No chodź. Proszę - powiedziałam robiąc słodką minkę
- No dobrze.
- Czuj się jak u siebie w domu, a ja pójdę zrobić coś do jedzenia, bo pewnie jesteś głodny po tak "ciężkim" treningu
- Nie ma mowy. Ja zrobię
- Jesteś moim gościem
- Ale mam się czuć jak u siebie.
- To może zamówmy pizze - powiedziałam na co mój toważysz przystał. Po około 30 minutach siedzieliśmy na  łóżku z laptopem i pizzą na kolanach oglądając film, który wspólnie wybraliśmy. Okej, ja wybrałam, ale Kuba nie protestował. Nawet trochę się zdziwiłam, że chłopak może z zaangarzowaniem oglądać " Trzy metry nad niebem". Kiedy film się skończył dochodziła północ.
- Późno juz - powiedziałam
- Powinienem iść. Troszeczkę się zasiedziałem.
- Ale ja Cię wcale nie wyganiam. Jest juz późno i nie pozwolę Ci prowadzić o takiej godzinie. Poza tym - powiedziałam i spuściłam głowę - Boję się, ze on tutaj przyjdzie.
- Nie bój się. Jestem przy Tobie. - powiedział i przytulił mnie. Przy nim czułam się taka bezpieczna. Wiedziałam, ze kiedy on jest obok mnie nic mi sie nie stanie. - Pojdziemy jutro na policję. Dopilnuję, ay ten drań najbliższe lata spędził za kratkami.
- Dziękuję - powiedziałam i pocałowałam go w policzek. Dzisiaj po raz drugi. Chyba nie powinnam tego robić, więc szybko go przeprosiłam.
- Jeśli o mnie chodzi mi to nie przeszkadza - powiedział
- Dziękuję. Dziękuję za to, ze jesteś.
- Od tego sie ma przyjaciół. Jak Ci się podobało na treningu?
- Całkiem fajnie. To był dobry pomysł.
- A nie mówiłem?
- Mówiłeś, mówiłeś - powiedziałam i udałam się do łazienki. Kiedy przyszłam Kuba stał przy oknie i patrzył się przed siebie.
- Nad czym tak myslisz? - zapytałam i przytuliłam się od niego od tyłu
- Nad niczym ważnym - powiedział i odwrócił się do mnie przodem.
- To co, zostajesz?
- A mam inne wyjście?
- Nie - odpowiedziałam i usmiechnęłam się - Tylko nie mam żadnych ubrań dla ciebie.
- Spokojnie mam w torbie
- Zapobiegawczy jesteś
- Troszeczkę - powiedział lekko zmieszany
- Tam jest łazienka gdybyś chciał - rzekłam pokazując drzwi- Tylko wiesz... zaczęłam kiedy wrócił. Teraz na prawdę nie wiem gdzie są klucze od gościnnego.
- Poradzimy sobie - odpowiedział puszczając mi oczko
- Więc tu jest środek - pokazałam robiąc ręka niewidzialną linię. - Tej kreski nie przekraczajmy
- Tak jest księżniczko

Gdy już leżeliśmy zachciało mi się pić. Poprosiłam Kubę, aby podał mi sok stojący po jego stronie i niechcący oblałam go...
- Przepraszam, ja nie chciałam
- Spokojnie, pójdę to zamoczyć - powiedział i po chwili wrócił bez koszulki... Teraz nie zasne - pomyślałam


~***~
WAŻNE
Przepraszam, że tak późno, ale mam zapsuty laptop ;/ Rozdział dodaje z komputera siostry, z którego nie moge często kozystać, dlatego nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział :( Nie mam też jak czytać waszych blogów, za co strasznie przepraszam :(

Mam nadzieję, ze ten rozdział przypadnie Wam bardziej do gustu od poprzedniego, ktróry był beznadziejny. 
Jeśli Wam się podoba - komentujcie, a jeśli nie, to również komentujcie! Będę wiedziała co poprawić :) To dla mnie bardzo ważne. Bez waszych komentarzy nie mam ochoty pisać :( Do następnego!

                                  Buziaki ;**
                   Anonimka/ J

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 8







"W każdym detalu, akordzie i dźwięku, bez Ciebie życie nie miałoby sensu"









Ona siedziała w swoim pokoju na fotelu. Tym samym, co Jakub zeszłej nocy. Zakładała opatrunek na kolano, które było mocno po odzierane. Bolało jak cholera, ale dopiero wtedy kiedy zobaczyła jak rana okropnie wygląda. Przedtem nie odczuwała bólu. Siedziała i rozmyślała. Jak teraz będzie wyglądało jej życie? Czy już zawsze będzie żyła w strachu, ze Kamil zostanie jej odebrany? Bała się. nie o siebie, lecz o Kamila. Nie chciała znowu przegrać. Tym razem to ona będzie górą. Tym razem musi być górą! Wiedziała, że Kuba jej pomoże, ale czy to wystarczy? Czy warto go w ogóle w to wciągać? Co gdyby jemu stała się jakaś krzywda? Tego by nie przeżyła.
- Musze być silna! – powiedziała i udała się do kuchni. Zastała tam swojego… no właśnie. Przyjaciela? Tak, to określenie najlepiej odda ich relacje. Patrzył w dal za oknem. Oparła się o framugę drzwi i spoglądała na niego. On, rozmyślał nad ostatnimi zdarzeniami, ale głównie jego myśli zaprzątała ona. Kochał ją i mino tego, że jego zdaniem, ona tego nie odwzajemnia będzie przy niej i pomoże jej. Będzie się starał ze wszystkich sił, aby była szczęśliwa. Odwrócił się i zobaczył ją. Stała oparta o framugę drzwi ubrana w bluzkę do połowy ud, spodenki i skarpetki. Spojrzeli na siebie i wiedzieli, ze musza ze sobą porozmawiać. Usiedli przy stole kuchennym i milczeli. Żadne z nich nie mogło się odezwać. Wkrótce Julia przerwała ciszę.
- Powinnam Cie przeprosić. Tak nagle do Ciebie zadzwoniłam, a Ty mimo tego co Ci zrobiłam przyjechałeś. Ja…
- Od tego się ma przyjaciół – przerwał jej
- Daj mi skończyć – powiedziała – Chcę, żebyś wiedział, że wtedy kiedy ona przyszła, a ja… naprawdę poczułam się tak jak ona mówiła. Jak dziwka, ale potem przyszedłeś i... źle Cie oceniłam. Nie powinnam tego robić. Przepraszam – powiedziała, a po jej policzku spłynęła łza, którą Jakub natychmiast otarł – Chcę, żebyś wiedział, że to wiele dla mnie znaczy. To co powiedziałeś wczoraj i samo przyjście tu do mnie. Cieszę się, że jesteś – powiedziała i mocno przytuliła się do legionisty.
- Przyjaciele powinni sobie pomagać – odpowiedział, odsunął się od niej i posadził ją na stole, tak, aby była na wysokości jego oczu. Chwycił ją za rękę i spojrzał na nią. Patrzeli na siebie jakby byli w transie. Ich usta dzieliły już tylko centymetry. Ona – nie była świadoma tego co robi, on chyba też nie. Jednak nie mogli tego zrobić. Kuba nie mógł zrobić tego Julii. Kolejny raz jej nie może stracić. Odsunął się od niej i nadal trzymając jej ręce rzekł
- Wiesz, ze jeszcze jest coś o czym musimy porozmawiać? – w odpowiedzi na to dziewczyna tylko skinęła głową – Jeśli nie chcesz to nie mów, daj mi w twarz, albo co tam wolisz, ale ja muszę wiedzieć. Julia, co się tutaj wczoraj wydarzyło? – zapytał, ona spuściła wzrok, a jej twarz wyraźnie posmutniała
- Jeszcze chyba nie jestem na to gotowa – szepnęła, usiadła na jego kolanach i mocno do niego przytuliła. W tym momencie usłyszeli głośne chrząknięcie. Oboje jak oparzeni odskoczyli od siebie i usłyszeli
- Może ja nie w porę. Przeszkadzam wam w czymś?
- Nie, wujek w samą porę – odrzekła Julia
- Ja po małego na trening. Obiecałem mu wczoraj.
- Pójdę spakować mu plecak – rzekła i zniknęła za drzwiami.
- No to teraz się zacznie – pomyślał Kuba.  Sam na sam z Wasilewskim.
- Słuchaj. Nie wiem jak to zrobiłeś, że się pogodziliście, ale wyrazy uznania, ale jeszcze jeden taki numer, to inaczej będziemy rozmawiać – wycedził Wasyl, a młody pomocnik Legii patrzył na niego wielkimi oczyma
- No już się tak nie stresuj. Musiałem coś zrobić i zadziałało. – ciągnął dalej Marcin. – To jak sztama?
- Sztama.
- Widzę, że się dobrze dogadujecie – powiedziała Julia niosąc plecak Kamila.
- Jasne – odparli obaj faceci
- To my już pójdziemy! – rzekł ochoczo Wasyl, Julia ucałowała swojego braciszka na pożegnanie i poszła zamknąć drzwi na klucz.


~***~


Zostaliśmy sami. Postanowiliśmy pooglądać telewizję. Przytuleni do siebie patrzyliśmy na jakiś film, ale ja nie mogłam się na nim za bardzo skupić. Kuba chyba też. To chyba był ten moment. Poczułam, że muszę się wygadać. Telewizor był na tyle cicho, ze nie wymagał zmiany głośności, więc zaczęłam mówić
- Wczoraj był tu mój ojciec. Powiedział, że zabierze mi Kamila, ale nie może… Teraz kiedy wszystko już jest dobrze, on pojawia się i wszystko psuje – powiedziałam, a łzy same cisnęły mi się do oczu.
- Jak to odebrać Tobie Kamila? Nic nie rozumiem – powiedział, a ja przełknęłam tylko głośno ślinę i postanowiłam mówić dalej
- Kiedyś byliśmy szczęśliwą rodziną. Ja, mama, on i Kamil. Byliśmy wzorcową rodziną. Kochaliśmy się. w naszym życiu nie było żadnych trosk. Pewnego dnia ojciec przyszedł do domu nietrzeźwy. Kłócił się z mamą, a ja? Musiałam tego słuchać. I wtedy stało się. Podniósł na nią rękę. Pobił ją. Później to stawało się rutyną. Przychodził pijany, bił mamę, a potem też i mnie. Następnego dnia zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. W końcu mama z Kamilem uciekli, a ja musiałam zostać. Nie byłam jej prawdziwą córką. Byłam dzieckiem z pierwszego małżeństwa taty… W końcu opieka społeczna się nami zajęła i trafiłam do domu dziecka. Nie Na długo. Gdy miałam trochę ponad 17 lat wróciłam do domu. On zmienił się. Niby na lepsze, ale ja nie widziałam w tym poprawy. Każdego dnia po szkole musiałam zmywać, prać, robić mu obiad, a potem dopiero mogłam się uczyć. Traktował mnie jak swoja osobistą służącą, a ja bałam się, że jeśli mu się przeciwstawię pobije mnie. Trwało to ponad pół roku. W dniu moich 18 urodzin jak zawsze po szkole poszłam robić obiad, a on spał. Zebrałam się na odwagę, zebrałam najpotrzebniejsze rzeczy do torby i uciekłam. Mieszkałam w Brukseli. Nie wiedziałam gdzie jest mama. Nie mogłam się z nią kontaktować. Chciała mnie zabrać, ale nie mogła. Uciekłam pod stadion, do wujka Marcina. Miałam zadzieję, ze tam będzie. Nie myliłam się. zabrał mnie do siebie. Wtedy spotkał mnie kolejny cios. Mama nie żyła, a Kamil był w domu dziecka. Wtedy miałam przed sobą tylko jeden cel. Wyciągnąć Kamila stamtąd. I udało się. zamieszkałam w Warszawie i nawet dobrze sobie radzę. Kamil jest ze mną, tylko od czasu do czasu zagląda do nas kurator, ponieważ jeszcze nie dostałam pełnej opieki. Czeka mnie jeszcze jedna rozprawa. Kamil nie pamięta domu dziecka. Był za mały i cieszę się z tego. A ja? Znalazłam pracę, przyjaciółkę i moje życie powoli wracało do normy. – powiedziałam i więcej nie mogłam z siebie wykrztusić. Zaczęłam mocno płakać, a Kuba tylko przytulił mnie do siebie. Trzymał mnie tak, ze miałam wrażenie, ze nigdy nie puści. Usłyszałam tylko
- Jestem przy Tobie. - Kiedy już się troszeczkę uspokoiłam podniósł moją głowę i powiedział
- Musisz z tym iść na policję
- Nie mogę, on zabronił mi i …
- Tym bardziej powinnaś pójść. On nie może czuć satysfakcji z tego, że ma nad Tobą władzę.
- Boję się – powiedziałam cicho. Pójdziesz ze mną? – wyszeptałam
- Oczywiście – odrzekł i przytulił do siebie. On jest kochany. Jest przy mnie i to chyba najważniejsze.
- Ty nie masz przypadkiem treningu? – zapytałam zmieniając temat
- No niby mam, ale…
- Nie ma żadnego ale. Kiedy zaczyna się?
- Za godzinę
- No to co ty tu jeszcze robisz?
- Przytulam Cię – odpowiedział spokojnie
- Gdzie masz rzeczy? No już zbieraj się! Nie możesz przeze mnie przegapić treningu. No Kuba, ruszaj się. No już – mówiłam jak katarynka
- Wróciła moja Julia – powiedział z uśmiechem
- Ja Ci pokarze wróciła jak nie pójdziesz na trening
- Pójdę, ale Ty idziesz ze mną.
- A po co?
- Dopingować mnie J
- A co jeśli akurat przyjdzie wujek z Kamilem? Musze zostać w domu.
- To napisz im, żeby przyjechali na stadion z nim. – rzekł, a do mnie właśnie przyszedł sms

„Cześć mała. Może Kamil u nas przenocować? Jest strasznie zmęczony, i chciałby zostać. To jak?”

„ Nie mam nic przeciwko ;)”  

- Chyba jednak nie przyjdą – powiedziałam
- Stało się coś?
- Zmęczenie dało się we znaki. Kamil zostaje u wujków na noc.
- Czyli teraz spokojnie możesz ze mną iść.
- Ale ja tam nie pasuje. Nie znam nikogo
- Znasz mnie i Dominika. To wystarczy
- A co jeśli mnie wyproszą?
- Nie wyproszą. Jak Ty nie pójdziesz to ja też nie.

- No to mnie załatwiłeś – powiedziałam – Za 15 minut będę gotowa – rzekłam i udałam się do swojego pokoju.

~***~

Rozdział troszeczkę smutny i krótszy, ale kiedyś taki musiał się ukazać :) Mam nadzieję, ze Wam się spodoba :) Przepraszam, za późną porę dodania, ale wcześniej nie było jakoś czasu...
A własnie! Póki pamiętam ;) Jeśli macie jakieś uwagi odnośnie wyglądu bloga czy muzyki piszcie. Jeśli Wam nie pasuje zmienię :)
Trzymajcie dzisiaj o 20:45 kciuki za Legię :) 
Do następnego ;**
                                                                     Buziaki ;**
                                                                    Anonimka/J

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 7







"Nie martw się, będzie dobrze". Ten zwrot nie sprawia, że twoje problemy znikają. Daje jednak poczucie, że komuś na tobie zależy i nie jesteś sam z kłopotem.











~Kuba, po wyjściu od Juli~


Wyszedłem od niej wkurzony na siebie. Straciłem ją. Osobę na której mi tak strasznie zależało. Spojrzałem na telefon 23:23 ”i tak mnie nikt nie kocha” – pomyślałem i otworzyłem wiadomość od Dominika

„Stary! Jak się trzymasz? Gadałem z ochroną i oni powiedzieli, że nie wiedzą jakim cudem Ola weszła do środka. Mam nadzieję, że jakoś ogarniesz sprawę z Julą. Trzymaj się i jak będziesz potrzebował to dzwoń. Jestem pod telefonem
Aha i jeszcze jedno… Wasilewski jest mocno wściekły na Ciebie L ”

Gdyby to było takie proste – pomyślałem. Bez Julii moje życie straci sens. Znam ją kilka dni, a już wiem, że jest dla mnie najważniejsza. Okłamałem ją. Wcale nie chciałem być jej przyjacielem. Chciałem być kimś więcej. Kocham ją. Jej uśmiech, to, kiedy bez powodu stawia focha, kiedy zaczyna mówić jak katarynka.  A teraz? Wszystko straciłem. Przez własną głupotę. Jestem kretynem. Jak mogłem pozwolić na takie coś? „O nie” – pomyślałem „tak być nie może. Jutro muszę z nią porozmawiać. Bez niej moje życie nie będzie miało sensu.
Wszedłem do najbliższego sklepu i kupiłem butelkę wódki, ot tak, na zapicie smutków. Jednak zanim doszedłem do domu wyrzuciłem ją do kosza. Nie potrzebowałem jej. Potrzebowałem Julii, lecz ona nie chciała mnie znać.
Miałem iść spać, kiedy z kiszeni koszuli wypadł mi telefon, a na nim nasze zdjęcie. Jedyne jakie miałem. O ironio zrobił je fakt.pl. Byliśmy wtedy tacy radośni. Zupełnie niczym się nie przejmowaliśmy. Wpatrzony w wyświetlacz telefonu zasnąłem. Sam nie wiem kiedy. Obudził mnie dźwięk dzwonka. Spojrzałem na telefon. 10:53. Nieogarnięty poszedłem otworzyć. „No to mam przerąbane” – pomyślałem, kiedy w drzwiach zobaczyłem Wasilewskiego. Wszedł do mieszkania, przyparł mnie do ściany i zaczął mówić:
- Jeśli to ty jesteś sprawcą cierpień Julii radzę Ci to naprawić. W przeciwnym razie mnie popamiętasz- rzekł i wyszedł. Najchętniej od razu pojechałbym do niej, ale gdybym zawalił trening Urban by mnie zamordował. Ogarnąłem się więc i za trzy dwunasta stałem już przed Pepsi Areną. Tym razem czekał nas lekki trening. Trener miał chyba dobry humor. Tylko 15 kółek, rozciąganie i oczywiście gra wewnętrzna. Chyba szło mi nawet dobrze, trener coś tam do mnie mówił,  coś w stylu „trzymaj tak dalej, a wyjdziesz w pierwszym składzie”. Szczerze? Nie obchodziło mnie to. Jedyną osobą, którą się przejmowałem nie byłem JA, a Julia. Wiem, ciągle o niej myślę. Dziwne.. zawsze kiedy  miałem jakiś kłopot przychodziłem na boisko i wszystko stawało się łatwiejsze. Tym razem było inaczej. Po treningu postanowiłem postrzelać trochę do bramki. Trenerowi powiedziałem, że słabo u mnie z celnością, ale tak na prawdę chciałem się na czymś wyładować. Wszyscy już wyszli, a ja siedziałem na murawie i tępym wzrokiem patrzyłem się przed siebie.
- Może teraz będziesz chciał pogadać? – usłyszałem Dominika. On zawsze jest kiedy go potrzebuję. Czasem zastanawiam się jak on to robi. W odpowiedzi na jego pytanie skinąłem tylko głową i wskazałem miejsce obok siebie.
- powiedziała, że niszczy mi życie i lepiej będzie jak nie będziemy się ze sobą kontaktować – powiedziałem, a Dominik poklepał mnie po ramieniu.
- Daj jej troszeczkę czasu. To dziewczyna. Musi sobie wszystko poukładać. Dla niej tego wszystkiego jest za dużo. Ten artykuł,  akcja z Olą. Ty już się do tego przyzwyczaiłeś, ale dla niej to trudne. Daj jej czas.
- Może masz rację
- Nie może tylko na pewno.

- To co do mnie czy do ciebie? Zapytał kiedy wychodziliśmy ze stadionu.
- Nie musisz ze mną jechać.
- Do mnie czy do Ciebie? – powtórzył pytanie, a ja wiedziałem, że nie odpuści.
- Do mnie – powiedziałem i wsiedliśmy do mojego samochodu. Dominika dzisiaj przywiozła Monika, więc z jego autem nie było problemu.

~***~   Tymczasem u Julii

[…]Nagle usłyszałam głos dzwonka. Pomyślałam,  że to pewnie wujkowie czegoś zapomnieli, więc bez wahania otworzyłam Za drzwiami zobaczyłam jego. Człowieka, który przez większość życia niszczył mi je.
-No co się tak patrzysz? Nie wpuścisz mnie? – zapytał z ironicznym uśmieszkiem
- Nie mam takiego zamiaru!
- Jak to, mnie nie zaprosisz do środka?
- Nigdy w życiu. Cierpiałam przez ciebie tyle lat, a ty tak po prostu wracasz? Nie chcę Cie widzieć! Odejdź, albo zadzwonię na policję!
- Policją mnie jedziesz straszyła? – wszedł i uderzył mnie w policzek – Gdzie Kamil?
- U wujków – skłamałam, a on mnie znowu uderzył
- Nie kłam, widziałem Was.
-Czego chcesz? – zapytałam zła
- Bądź grzeczna, a nic ci się nie stanie. Na prawdę nie wiesz o co mi chodzi? Chcę Kamila. Masz zeznać na najbliższej rozprawie, że będzie mu lepiej u mnie. A jeśli tego nie zrobisz, to pożałujesz.
- Nigdy – powiedziałam, a on mnie pchnął na otwarte okno. Tak niefortunnie się stało, że uderzyłam plecami o jego róg  i na moich plecach powstała długa kreska, z której wypływała powoli krew. Tak strasznie to szczypało.
- To jak? Będziesz grzeczna? – zapytał, a ja skinęłam tylko głową. I ani słowa policji. Zrozumiano? – rzekł i wyszedł.
To było straszne. On znowu niszczy mi życie. Bałam się, że zabierze mi Kamila. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na tapetę. Byłam tam ja i Kuba. W napływie emocji zadzwoniłam do niego, lecz nie dałam rady nic powiedzieć. Rozłączyłam się. Co ja sobie myślałam? Jeszcze niecałe dwadzieścia cztery godziny temu mówiłam mu, że nie powinniśmy się widywać, a teraz do niego dzwonię. Usiadłam z głowa ukrytą w kolanach i zaczęłam płakać.

~***~ 


U mnie postanowiliśmy pograć w FIFE. Zawsze lepiej się przy niej rozmawiało. Nawet dobrze mi szło. Wygrana i remis. Nie jest ze mną aż tak źle.
- Co byś zrobił gdyby Julia zadzwoniła?
- Odebrałbym – powiedziałem bez namysłu
- To czemu tego nie robisz? – zapytał, a  ja poczułem się jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Nie słyszałem, bo miałem wyciszone dzwonki. Na szczęście zdążyłem. Nacisnąłem zieloną słuchawkę i usłyszałem głuchą ciszę. Już miałem się rozłączyć kiedy usłyszałem ciche łkanie. Jej się mogło coś stać!
- Dominik ja jadę do niej – powiedziałem zabierając swoje kluczyki od auta
- Jechać z Tobą?
- Jesteś wielki, ale ja sam muszę sobie z tym poradzić – powiedziałem i wyszedłem. Normalnie do niej miałem 25 minut samochodem. To było za długo. Złamałem chyba wszystkie możliwe przepisy i już po 10 byłem na miejscu. Drzwi były otwarte. Tu na 100% musiało się coś stać. Siedziała w salonie. Jak najszybciej podbiegłem do niej i przytuliłem ją, lecz ona jeszcze bardziej się wystraszyła.



~***~



Ktoś wszedł do domu. Co jeśli to znowu on? Zbliżał się do mnie. Nie podnosiłam głowy, ale czułam to. Poczułam jak mnie przytula i wystraszyłam się. Niepewnie podniosłam głowę  zobaczyłam tego, którego potrzebowałam najbardziej na świecie.
- To Ty – powiedziałam cicho. – Przepraszam nie powinnam dzwonić. Miałam zniknąć, chciałam abyś był szczęśliwy, a ja tylko stwarzam problemy i…
- Nie – przerwał mi – bardzo dobrze, że zadzwoniłaś. Nie pozwolę na to, abyś zniknęła. Za bardzo mi na Tobie zależy – powiedział,  a ja przytuliłam się do niego. –Chciałbym, żeby było jak dawniej…
-Ja też. Nie odchodź już nigdy, nawet jeśli Cię będę o to prosić
- Nie mam zamiaru. Zostanę nawet i na za zawsze – odpowiedział, a ja poczułam się tak bezpiecznie jak dziecko w ramionach swojego ojca. Mocno się do niego przytuliłam i zaczęłam rzewnie płakać. Nie odpowiedział już nic. Trzymał mnie w swoich ramionach i to mi wystarczało. Z jednej strony czułam się głupio, że wczoraj tak go potraktowałam, a z drugiej cieszyłam się, że jest tu że mną. W nim miałam oparcie. Kiedy był obok mnie, już niczego się nie bałam


~***~



Zasnęła. Wyglądała tak niewinnie. Jakby wszystko co się wokół niej dzieje ją nie dotyczyło. Zaniosłem ją do jej łóżka i dopiero wtedy spostrzegłem, że na jej plecach widnieje jedna wielka krwawa rana. Przewróciłem ją na brzuch, obyłem ranę i udałem się znaleźć jakąś apteczkę, a następnie jakimś sposobem udało mi się ją opatrzyć. Okryłem ją kołdrą, a sam poszedłem usiąść na fotelu w jej sypialni. Sam nie wiem kiedy zasnąłem. Nagle obudziło mnie jej wołanie
- Kuba, śpisz? – zapytała
- Nie, stało się coś?
- Jak długo tu siedzisz? – zapytała, a ja spojrzałem na telefon. 6.03
- Około 5 godzin – odpowiedziałem
- Ten fotel jest niewygodny. Chodź na łóżko – powiedziała i zrobiła mi miejsce. Położyłem się obok niej. Próbowałem zasnąć, ale to było strasznie trudne. Leżałem obok dziewczyny, która mi się strasznie podobała, a nie mogłem jej, objąć, przytulić, a co dopiero pocałować. Leżałem i rozmyślałem nad wszystkim co się ostatnio wydarzyło. Kim jest ten ktoś kto tutaj był i co się tu wydarzyło? Przez te dwa pytania nie mogłem zasnąć. Około 8.00 do pokoju przyszedł Kamil
- Jula, spisz jeszcze? -  zapytał, a ja go uciszyłem pokazując palec na ustach. Wyszliśmy z pokoju, a mały zapytał
- Co tutaj robisz?
- Julia chciała ze mną porozmawiać.
- A dlaczego u nas spałeś?
- Bo Julia bała się, ze jak pojadę do domu w nocy to ktoś mnie porwie.
- To dlaczego spałeś z nią, a nie w pokoju gościnnym? – on chyba nigdy nie odpuści
- Bo.. Julia zgubiła klucze do tamtego pokoju – hmm.. chyba mogłem wymyślić jakąś inną wymówkę
- Były u mnie w pokoju – powiedział, a ja odetchnąłem z ulgą, bo uwierzył.
- Skoro już tu u nas jesteś to zrobiłbyś mi śniadanie?
- Jasne, a co byś chciał?
- Kanapki – odpowiedział, a ja zabrałem się za ich wykonanie. Wyciągnąłem z lodówki masło, szynkę, ser, jakieś pomidory się znalazły i przygotowałem je Kamilowi
- I jak, smakuje?  - zapytałem
- Są dobre, ale Julka zawsze najpierw daje szynkę potem ser, a nie na odwrót.
- Zapamiętam. Jeśli jeszcze kiedyś będę ci robił śniadanie zrobię to według przepisu Julii – powiedziałem z uśmiechem – Co byś chciał teraz robić?
- Zawsze rano w soboty oglądamy bajki. Pójdziesz ze mną? – zapytał, a ja wziąłem go na ręce i razem usiedliśmy na kanapie w salonie.  Włączył jakieś bajki i wiecie co? W sumie to nawet fajne. Taki powrót do dzieciństwa. Wygłupiałem się z małym kiedy na dół zeszła Julka. Strasznie smutna. Kamil od razu podbiegł do niej i ja przytulił.
- Kuba Ci coś zrobił, że jesteś taka smutna? Mogłaś go wysłać w nocy do domu. Porwaliby go i byłoby dobrze – powiedział, a ona nie wiedziała o co mu chodzi. Powiedziałem tylko bezgłośnie – potem Ci to wytłumaczę – a ona skinęła głową
- Nie, Kuba mi nic nie zrobił. Jestem smutna, bo… dzisiaj ma być brzydka pogoda – powiedziała, a jej brat poszedł dalej oglądać bajki. My tym czasem udaliśmy się do kuchni.
- Zjedz coś – powiedziałem – To dobrze Ci zrobi
- Sugerujesz coś? – zapytała i lekko się uśmiechnęła
- Nie, ale śniadanie to najważniejszy posiłek dnia, więc powinnaś zjeść – mówiłem robiąc kanapki
- Nie musiałeś
- Ale chciałem
- O co chodziło Kamilowi z tym porwaniem? – zapytała, a ja opowiedziałem całą rozmowę z Kamilem – Zmyślać to ty umiesz
- To dla jego dobra. Z resztę ty z tą pogoda nie byłaś lepsza. Jedz kanapki – powiedziałem, a ona zrobiła to co kazałem. Wyglądała dzisiaj tak prześlicznie. Poprawka, ona zawsze jest piękna. Ciekawe co by się stało gdybym ja teraz pocałował? – pomyślałem, lecz zaraz potem skarciłem siebie. Jesteśmy przyjaciółmi i tak ma zostać.
- Coś się stało? Mam coś na twarzy? – zapytała, a mnie zrobiło się głupio. Jaki ze mnie dureń przez cały czas się na nią patrzyłem. Większej gafy już popełnić nie mogłem.

- Nie, wyglądasz cudownie. Zamyśliłem się troszeczkę – powiedziałem, a ona się tylko do mnie uśmiechnęła i dalej jadła śniadanie.

~***~
Przepraszam, że tak późno, ale przez ostatnie dni nie miałam dostępu do laptopa. Zaległości u Was jak najszybciej postaram się nadrobić ;)
Rozdział taki bez sensu... Niby miałam na niego pomysł, a wyszło jak same widzicie, beznadziejnie. Nie wiem co jest tego powodem. Może brak motywacji? Ech.. nie ważne, nie będę się tu nad sobą użalać ;) Oddaję w wasze ręce rozdział 7 i życzę miłego czytania :)


P.S Polska Dania 3:2 :)) <33 Wiedziałam, że moja wiara w nich kiedyś zostanie doceniona! :) 
"I zawsze graj do ostatniego gwizdka"